Mój ulubiony serial P jak Piwo musiałam z przyczyn technicznych przenieść skądinąd do tuinąd. No i jestem.
RSS
wtorek, 05 października 2010
A Novak mówi

 

Wyciągam sprawę na światło dzienne, bo komentarze ją inaczej pochłoną [oh ah zostaw komencia rypko-pipko]:
Novak ma zwyczaj dzwonić do mnie kiedy jestem w pracy (w ogóle wszyscy macie takie zwyczaje! Ja pracuję no ludzie no!). No i w końcu, któregoś razu, postawnowiłam ja odebrać rezygnując z moich ważnych obowiązków:
Novak [dzwoni w środku tygodnia w środku środy]: No cześć, jak tam?
Ja [tryb biadolenia]: Oj praca praca oj-jojoj oj.
Novak [przejęta]: No to pracuj dzielnie. Nie poddawaj się, bądź silna...
Ja: Ok. Słuchaj. Muszę kończyć szybko.
Novak: Coś się stało?
Ja: A bo mnie zombie zaraz zjedzą, a zycie mi się juz kończy.
Co od razu jest nawiązaniem do sytuacji, która rozegrała sie 8 minut temu:
[cisza w biurze przerwana głosny jeeeeest! jest! udało się! pedze więc do ivo2000 zobaczyć co się dzieje, bo miała problematycznego Klienta i czekała na akcept. A nuz dostała...]
Ja: Co jest? Klient kreacje zaakceptował?
ivo2000: Nie! Level przeszłam! Teraz mam działo termojądrowe!
ta-ak
Albo extremum:
Chory [patrząc z pogardą na dzowniący telefon]: Spieprzać stąd. Nie odbiorę. Świnki muszę nakarmić!
Zadanie konkursowe dla Was - polećcie mi jakąś fajną gierke on-line. Bo Shakes&Fidget oporzadzam w pierwszych 90 minutach pracy...

 

środa, 07 lipca 2010
Szczyt lenistwa

Z rozmów na tlenie:

KN: "Chce się utopić.. tak na serio bym popływała, ale nie mam siły więc zadowole sie też utonięciem."

 

13:22, myszka_in
Link Komentarze (4) »
piątek, 28 maja 2010
A teraz ciekawostka

Nawet powódź, nawet deszcz i kleszcze są mi niestarszne, jeśli mam możliwośc przez 4 dni nie słyszeć, nie widzieć, nie czytać i dla odmiany MYŚLEĆ.

11:06, myszka_in
Link Dodaj komentarz »
sobota, 22 maja 2010
Solidarni z Wisłą

Zacznę od tego, że Megi mieszka na terenie, który Wisła miała/ma uraczyć swoją obecnością w ten w-end. Jednak Megi, z wrodzoną sobie zapobiegawczością mamuśki, stwierdziła tylko: "jak zaleje do 2 piętra to przeniesiemy się na górę do sąsiadów. Tam też mają balkon". Toteż nie odbierajcie tego jako nieczułość, a raczej jako dystans.

Siedzimy sobie na balkonie, czyniąc to co robi się w piątek w maju - pijąc i rozmawiając o syndromie złej księgowej oraz prześladowanej kadrowej. Obydwie jesteśmy po słabym tygodniu. Albo nawet 3. I po winie. Albo nawet 3.

Ja [z troską]: I co? Lepiej?

Megi [z błogim uśmiechem]: Dużo. Wspaniale. Dawno już nie byłam tak pijana.

Wieczór zaowocował dwoma odkryciami:

1. Wino da się otworzyć młotkiem i śrubokrętem. Przy stracie jednego palca i jednej słomki (po wywierceniu dziurki w korku wkłada się słomkę i ma się lejek).

2. Jak człowiek po winie to jak Wisła - wylewny.

 

środa, 07 kwietnia 2010
3 miesiące później...

...nadal żyję. Cokolwiek bym tu w tej chwili nie napisała milibyście wrażenie, że wciskam Wam za wycieraczki te kolorowe ulotki, które są albo z dalekimi podróżami albo z tanimi oknami albo paniami, które są nawet tańsze niż te okna.

A to nie jest ulotka i to nie jest nic na siłę.

Nauka płaynąca na dzisiaj: można słuchać samej muzyki. Bez tekstu, a i tak warto.

20:33, myszka_in
Link Komentarze (2) »
piątek, 25 grudnia 2009
Na bezrybiu i karp ryba.

W naszej rodzinie na 10 osób dwie lubią karpia. Z czego jedna lubi karpia, bo generalnie lubi wszystko i równie dobrze to mógłby być łosoś, sarydnka albo porządnie przygotowany kot. Druga natomiast twierdzi, że karp to cud, miód i orzeszki i nie ma i nie bedzie lepszej ryby na świecie. A już na pewno nie na Wigilię.

Na stół wjeżdżają kolejne potrawy aż w końcu jest także ryba. Karp. Cała rodzina krzywi się solidarnie, Wujek natomiast zabiera się do jedzenia.
Wujek [entuzjasta "jedynie słusznej ryby"]: Wspaniała! Doskonała ryba. To najlepszy karp jakiego w życiu jadłem! Spróbujcie, spróbujcie! Co za ryba! No co za wspaniała ryba!
Radosne pohukiwania Wujka przerywa Ciocia. Wchodzi do pokoju, rozgląda się, patrzy na ryby. Na nas.
Ciocia: Prawda, że nareszcie dobry jest ten karp?
Wujek: Oczywiście. Karp jest zawsze najlepszy. Powtarzam to od lat. Nie to co te inne ryby.
Ciocia [zadowolona]: No to dobrze, bo to jest pstrąg.

Ciocia wychodzi, Wujek woli już jednak pogadać o pogodzie, a my po raz pierwszy jemy karpia ze smakiem.

 

 

11:19, myszka_in
Link Komentarze (2) »
sobota, 12 grudnia 2009
W przerwie w zdobywaniu pracy

Mama: Co to jest miłość do córki?
Ja [zrezygnowana, bo skończył się Rooibos]: Święty spokój?
Mama [radośnie]: Nie! To kochanie jej bardziej niż psa! Hahahahahaaha!
Ja: Czy kochasz mnie bardziej niż naszego kota?
Mama: Na pewno kocham cię bardziej niż psa...

Co nie jest wielkim pocieszeniem zważywszy na to, ze mama nie jest wielką fanką psów.

Potrzebuję Rooibosa.

 

17:49, myszka_in
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 30 listopada 2009
Cudze

Z podróży gustu:

"- Deszcz nie pada na wiedźmę, która sobie tego nie życzy, chociaż ja wolę zmoknąć i być wdzięczna.
- Za co wdzięczna?
- Że wyschłam."

 

15:56, myszka_in
Link Komentarze (1) »
wtorek, 24 listopada 2009
Bo N. mnie pogania.

Kiedy byłam w podstawówce wymyśliłam sobie, że warto zrobić coś czego inni nie robią tylko po to, żeby… no cóż. Inni tego nie robili. Trochę wbrew sobie i z lekkim uczuciem, że chyba nie do końca o to mi chodziło zanurzyłam frytkę w sosie. Oczywiście wiedziałam, że to absolutnie nie może być dobre i że robię to po raz pierwszy i ostatni. Chciałam po prostu pokazać, że mogę.

W pierwszym Burger Kingu w Warszawie, do którego kolejki były aż po samo kino Femina.

Zjadłam frytkę, ściekał z niej sos i odrobina lodów waniliowych.

Była dobra. Była wspaniała. X lat później - nadal lubię frytki z sosem czekoladowym chociaż uskuteczniam je rzadko (majonez, jako „spoiwo wszechświata” [cyt. za G.I. Jane] wygrało walkę. Chociaż jeśli majonez jest spoiwem wszechświata to chyba to co musi spajać jest zrobione z czekolady). I chodzi mi o to… chodzi mi o to, że czasem robimy coś zupełnie głupio. Kompletnie bezsensu. Na szybko, bez planu. Żeby potem odkryć, że to co zrobiliśmy to coś wyjątkowo … dla nas.

Lubię swoje frytki. Kocham swoje frytki. I będę je zjadać na górce zasypanej śniegiem tak długo, jak długo będą miały ochotę na to żeby je jeść.

Dajcie mi trochę sosu.

22:12, myszka_in
Link Dodaj komentarz »
środa, 21 października 2009
OTŻ, trudno się nie zgodzić.

Ja [leżąc na plecach]: Podejrzewam, że to starość.
Nie-Ja [przewracając się na bok, bo tak jest słusznie]: Podejrzewam, że to na pewno jakaś ość.

Tak. Ja też to podejrzewam.

18:23, myszka_in
Link Komentarze (1) »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 15


Nakarm glodne dziecko - wejdz na strone www.Pajacyk.pl