Wyciągam sprawę na światło dzienne, bo komentarze ją inaczej pochłoną [oh ah zostaw komencia rypko-pipko]:
Novak ma zwyczaj dzwonić do mnie kiedy jestem w pracy (w ogóle wszyscy macie takie zwyczaje! Ja pracuję no ludzie no!). No i w końcu, któregoś razu, postawnowiłam ja odebrać rezygnując z moich ważnych obowiązków:
Novak [dzwoni w środku tygodnia w środku środy]: No cześć, jak tam?
Ja [tryb biadolenia]: Oj praca praca oj-jojoj oj.
Novak [przejęta]: No to pracuj dzielnie. Nie poddawaj się, bądź silna...
Ja: Ok. Słuchaj. Muszę kończyć szybko.
Novak: Coś się stało?
Ja: A bo mnie zombie zaraz zjedzą, a zycie mi się juz kończy.
Co od razu jest nawiązaniem do sytuacji, która rozegrała sie 8 minut temu:
[cisza w biurze przerwana głosny jeeeeest! jest! udało się! pedze więc do ivo2000 zobaczyć co się dzieje, bo miała problematycznego Klienta i czekała na akcept. A nuz dostała...]
Ja: Co jest? Klient kreacje zaakceptował?
ivo2000: Nie! Level przeszłam! Teraz mam działo termojądrowe!
ta-ak
Albo extremum:
Chory [patrząc z pogardą na dzowniący telefon]: Spieprzać stąd. Nie odbiorę. Świnki muszę nakarmić!
Zadanie konkursowe dla Was - polećcie mi jakąś fajną gierke on-line. Bo Shakes&Fidget oporzadzam w pierwszych 90 minutach pracy...